Skip to main content

Nasi wymieńcy

Wymiana młodzieżowa

Jedną z form działalności klubów Rotary jest długoterminowa wymiana młodzieżowa (Rotary Youth Exchange), którą klub nasz prowadzi od 1992 roku. Młodzi ludzie wyjeżdżają i przyjeżdżają. Niektórzy skłonni są podzielić się z nami swymi wrażeniami. 

USA 2014/15

Oto, co pisze Jakub Grzesiak, który w sierpniu 2014 r. udał się do stanu Idaho w USA:

   

Moja podróż zaczęła się 21.08 na lotnisku im. Frederyka Chopina w Warszawie. Muszę przyznać, że była to jedna z najdłuższych i najbardziej wyczerpujących podróży w moim życiu. Pierwszą przesiadkę miałem w Amsterdamie, a następną w Minneapolis. W drodze przez Atlantyk towarzyszyła mi starsza pani z Cypru, która oddawała mi swoje wszystkie posiłki. Skończyło się na tym, że po wyjściu z samolotu miałem plecak wypełniony jakimiś 17 paczkami Peanut’ów. Ludzie patrzyli na mnie, jakbym był z działu technicznego, zajmującego się wymianą przekąsek w automatach.

Minneapolis było po prostu... inne. Ludzie innej barwy skóry, innej religii, to było niesamowite. W kolejce do kontroli celnej rozmawiałem prawie z wszystkimi, tylko aby nie zasnąć. Poznałem wielu ludzi i ledwo przeżyłem kolejny lot, który trwał 5 godzin. To było najgorsze 5 godzin mojego życia. Przez połowę drogi mieliśmy turbulencje, a potem złapał mnie okropny ból głowy. Gdy lądowałem, puściłem sobie piosenkę The Beatles- Let it Be, to akurat dobrze wspominam ;)

Moja pierwsza rodzina bardzo miło mnie powitała i do teraz jesteśmy w bardzo dobrych stosunkach. Moi host- rodzice mieszkają sami, aczkolwiek ich syn uczęszcza do lokalnego uniwersytetu. Mają psa Sadie, którą często wyprowadzałem na spacery. Zauważyłem, że rzadko wychodzą spotykać się z przyjaciółmi, aczkolwiek lubią aktywnie spędzać czas, szczególnie chodzić na siłownię i jeździć na rowerze.

Po szkole często wychodzę z przyjaciółmi i za każdym razem odwiedzam z nimi inne miejsca. To zwykle z nimi poznaję moje miasto, jako że moja rodzina nie lubi podróżować. Lubię chodzić na mecze footballu i próbować amerykańskie jedzenie. Bardzo tęsknie za polskimi potrawami. Przez pierwszy tydzień w stanach nie miałem apetytu i nie chciałem nic jeść. Ale no cóż, z czasem musiałem przywyknąć. Zawsze pozostanie mi jedno, BACON ;)

Na początku października zmieniłem host-rodzinę i od tego czasu nie muszę już dojeżdżać busem do szkoły. Nareszcie mogę spać jakieś 15 minut dłużej, bo szkoła jest naprawdę blisko mojego domu. Już w pierwszym tygodniu z moją drugą rodziną miałem szansę wyjechać do Kalifornii. Odwiedziliśmy córkę moich host rodziców. Było bardzo wesoło, jako że to bardzo aktywna, duża rodzina z trójką dzieci i wieloma zwierzętami. W życiu bym nie przypuszczał, że tak dużo doświadczę siedząc w domu przez trzy dni. Mogłem w ciekawy sposób poznać ich kulturę i zwyczaje, nawet czytając bajki dzieciakom.

Codzienne życie Amerykanów trochę się różni, szczególnie jeśli chodzi o posiłki. Jedzą oni zazwyczaj lunche o godzinie 12, które są odpowiednikiem polskich obiadów oraz kolację późnym popołudniem. Popularne są fast-foody, ludzie często chodzą do restauracji typu Mc Donald’s, czy Taco Bell. W życiu nie przypuszczałbym, że spotkam tu aż tyle innych możliwości, których nie można znaleźć w Europie. Bardzo popularne jest meksykańskie jedzenie. Ogółem, w Stanach jedzenie to nie najlepsza rzecz.

W szkole poznaję bardzo dużo ludzi i mimo, że studentów wymiany jest tutaj aż dziesięciu, jestem największą atrakcją w szkole. Lekcje na początku były wyczerpujące, aczkolwiek z czasem jest o wiele łatwiej z powodu mniejszych barier językowych. Nauczyciele mnie uwielbiają. Lubią moje poczucie humoru i nastawienie do wszystkiego. Uczę wszystkich języka polskiego, mimo że na początku myśleli, że to po prostu kaszel, z czasem chyba przywykli haha.

Bardzo się cieszę, że mam możliwość mieszkania tutaj i staram się korzystać z wolnego czasu najlepiej jak potrafię. Próbuję wykorzystywać każdą okazję do zwiedzenia czegoś, czy po prostu do podróżowania.

Dziękuję bardzo klubowi Rotary w Olsztynie za możliwość wyjazdu i na pewno będę godnie reprezentował Polskę przez przyszły rok.

Pozdrawiam,

Kuba

 

 

Amerykanin w Olsztynie

 

 

Sam Gimlewicz przebywał w Olsztynie w roku szkolnym 2012/13

Moja Wymiana

Przyjechałem z Camden w stanie Maine ( USA). W moim miasteczku mieszka osiem tysięcy ludzi i jest pięknie położone nad oceanem. Mówimy, że u nas “góry spotykają się z morzem”. Moja rodzina ma polskie korzenie (dzięki temu mam bardzo trudne nazwisko dla Amerykanów). Mój dziadek mieszkał pod Krakowem tylko przez 5 lat swojego życia, ale wychowywany był w polskim duchu. Przebywałem z moim dziadkiem jako dziecko. Nauczył mnie błyskotliwości Polskiej kultury, oraz tego, że wy byliście w stanie tworzyć całą miłość i smak do świata, zamykając to w małych kluskach zwanych pierogami. Na zawsze zakochałem się w pierogach i sądzę, że tylko bardzo inteligentni ludzie mogli kiedykolwiek stworzyć coś tak niesamowitego w smaku. Jestem zaskoczony tym, że polskie jedzenie ma w sobie tak wiele tradycji oraz historii. Mój dziadek naprawdę zainspirował mnie do zrobienia wielkich rzeczy i namówił mnie do powrotu do korzeni. I dlatego kiedy nadarzyła się okazja, dzięki Rotary, przyjechałem tutaj. Wielu znajomych w USA pytało mnie, dlaczego wybrałem Polskę. Za każdym razem mówiłem im to samo, “ponieważ jest to mój drugi dom w sercu i zawsze chciałbyś być w domu, prawda? "Pytano mnie także: “czy polska nie leży czasem na kole podbiegunowym?”, albo “czy Polacy codziennie jeżdżą na niedźwiedziach polarnych do szkoły?”. Teraz już mogę im powiedzieć z doświadczenia, że zwykle tego nie robią ;).

Wyjechałem 13 sierpnia 2012 r., zostawiając moją rodzinę, przyjaciół, oraz umiłowany baseball. Po wylądowaniu na lotnisku Chopina w Warszawie byłem zszokowany jak wszystko wyglądało, próbowałem odczytać napisy, nic nie mogłem zrozumieć!!!! Potem dotarłem do mojego ulubionego miasta Polski, Olsztyna. Zostałem powitany WIELKIM tradycyjnym polskim obiadem i przytłoczony bardzo trudnym językiem.

Można by pomyśleć, że w całym tym zamieszaniu, po prostu tęsknię za rodzicami, otóż tak nie jest. Chodzę codziennie do XI Liceum, wysyłam co najmniej 10 długich majli na tydzień, często podróżuję. I mam zmartwienia jak każdy człowiek. Ale stres dokłada się, gdy myślę o fakcie, że właśnie za 40 dni wracam do domu. Muszę pozostawić to życie, cały rok który tu przeżyłem dla siebie i o którym wiem, że będę tęsknić jak wrócę do domu.

W tym roku zrobiłem więcej niż w czasie 16 lat mieszkając w Ameryce. Uprawiałem tu kilka sportów, od pływania, piłkę nożną po ju-jitsu czy tenisa, a także nauczyłem kilka osób jak się gra w baseball. Uczestniczyłem w zajęciach języka polskiego na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim i zwiedziłem więcej niż trzy czwarte polskich miast, a nawet udałem się do Austrii w celu intensywnej jazdy na nartach. Odwiedziłem też Litwę.

Myślę, że najlepszym uczuciem podczas wymiany jest uczucie spełnienia I poznawania różnic.

Polska jest bardzo różna od Ameryki, lecz to wy powinniście być z siebie dumni. Z tego ,że Polska historia jest tak długa i ciekawa. Macie wspaniałą kulturę i bardzo wiele dokonaliście.

Jednakże nawet małe rzeczy mnie zachwycają, chociażby przebywanie z moimi przyjaciółmi w ich mieszkaniu czasami mnie zdumiewa. Młodzi Polacy są tak blisko ze swoimi rodzicami, u nas jest inaczej. Nie mógłbym rozmawiać na temat dziewczyny w szkole ze swoimi rodzicami, jak robią to tutaj. Powoli jednak do tego przywykłem oraz spróbowałem otworzyć się emocjonalnie z bliskimi mi ludźmi. Religia jest także dla mnie bardzo interesująca, szczególnie jako sposób łączności wielu różnych ludzi.

Jestem dwa razy bardziej mężczyzną niż w zeszłym roku. Muszę dodać, że macie bardzo dobre jedzenie którym wypycham się do pełna. Nie jestem pierwszym studentem wymiany, który przybył trochę na wadze.

Niebawem kończę pobyt w Olsztynie. Już myślę gdzie pójdę na studia. Mam nadzieję, że będę mógł wrócić do Polski I ewentualnie tu studiować.

Sam Gimlewicz

Arizona

W roku szkolnym 2012/2013 w ramach tej akzji wyjechał Paweł Grzesiak. Poniżej jego list.

2012-12-13

Szanowni Panowie,

Członkowie Klubu Rotary w Olsztynie

Chciałbym podziękować za mój pobyt w USA. Czas Świąt Bożego  Narodzenia to doskonała szansa aby poznać lepiej tutejsze zwyczaje.  Święta rozpoczęły się tutaj prawie 2 tygodnie temu. Ludzie nie oszczędzają pieniędzy na prezenty, słodycze, świąteczne lampki czy inne dekoracje. Dekoracje dla mnie szczególne, ponieważ po raz pierwszy w życiu jestem w czasie Świąt w ciepłym klimacie. Przebywam w Stanie Arizona, w Havasu Lake City, na pustyni ale i nad jeziorem ( jedynym w tym Stanie). Pomimo braku białego puchatego śniegu i 20 stopni powyżej zera, czuję  bardzo  przyjemna atmosferę tych ważnych grudniowych dni

Ostatnio, wszyscy uczestnicy rotariańskiej wymiany z tutejszego Dystryktu,  spotkaliśmy  się w flagstaw nad GRAND CAYNON. Razem podzieliliśmy się prezentami i opowiadaniami na temat zwyczajów świątecznych w różnych krajach. Byłem także zachwycony urokiem tego miejsca. Miałem także okazję lecieć małym sportowym samolotem, podobnym do tych , którymi latałem w czasie majówek w Dajtkach. Przelot nad GRAND CANIONEM - to  było coś niesamowitego!!!!!!! Nigdy w życiu nie widziałem czegoś tak wielkiego. Miałem wrażenie jakbym oglądał jeden olbrzymi obraz na żywo.

Jestem uczniem tutejszej szkoły średniej. Do szkoły uczęszczam już ponad 4 miesiące. Wyraźnie poprawiłem swój angielski, dzięki temu jestem bardziej aktywny .Ostatnio pracowałem nad przygotowaniem uroczystego  śniadania świątecznego dla nauczycieli naszego high school ( z okazji dnia nauczyciela). Rozmawiałem z właścicielem prestiżowej restauracji. Wynegocjowałem wysoką zniżkę i był to mój pierwszy udany biznes w ramach pracy w samorządzie szkolnym, do którego zostałem wybrany.  Wyznaczono mnie także jako osobę przemawiającą w imieniu wszystkich uczniów szkoły ( jest nas tutaj ponad półtora tysiąca) w czasie tej imprezy .

Przez pierwszy okres pobytu byłem zawodnikiem drużyny futbolu amerykańskiego. Na koniec sezonu Liga Footballu ogłosiła mnie drugim najlepszym kickerem w Arizonie. A teraz przyjęto mnie do  drużyny piłki nożnej. Jestem najlepszym strzelcem mojej drużyny. Nie bez znaczenia były także treningi w szkółce pana Sylwestra Czereszewskiego w Olsztynie . Kilka razy zostałem najlepszym zawodnikiem meczu. A dwukrotnie moje zdjęcia zamieszczono  w lokalnej gazecie.

Chciałbym także poinformować ze oficjalnie zostałem członkiem INTERACT.

Raz jeszcze pragnę Panom podziękować za moją przygodę życia, jaką jest uczestnictwo w wymianie młodzieżowej  i Życzę Panom zdrowia oraz wszelkiej pomyślności.

Paweł Grzesiak

 

Alaska

W roku szkolnym 2011/2012 wyjechała trójka młodych ludzi. Jednym z nich jest Paweł Kierski, który w sierpniu 2011 r. udał się na Alaskę. Poniżej jego relacje.

 

Juneau, maj 2012

           

Biuletyn The Channeler wydawany co tydzień

przez Juneau Gastineau Rotary Club zamieścił

w pierwszym majowym numerze kilka zdjęć

naszego "wymieńca" - Pawła Kierskiego. 

Obejrzyj.

 

Juneau, grudzień 2011 

Witam Was drodzy przyjaciele Rotarianie !

Właśnie minęły trzy miesiące mojego pobytu w Juneau na Alasce. Godziny mijają jak minuty a tygodnie jak dni… Takie pojęcie jak czas jest dla exchange student jest po prostu abstrakcją.

W dniu 26 listopada zmieniłem rodzinę, a gdy zacząłem się pakować - uświadomiłem sobie, że to już trzy miesiące, minęły trzy wspaniałe miesiące!

Od pierwszego mojego listu wiele się zmieniło. Rzeczy, które mnie dziwiły, głęboko je analizowałem i starałem zrozumieć stały się codzienną zrozumiałą rzeczywistością. Alaska jest jedyna i niepowtarzalna. Na pewno otoczenie, w którym przebywam będzie miało wpływ na mój charakter, sposób myślenia, postrzegania świata – po prostu – przyszłe dorosłe życie. Zdaję sobie sprawę, że po powrocie do Polski będą przyprawiał moich rodziców i przyjaciół o ból głowy i zdziwienie. Ciężko będzie mi to zrozumieć, niektórych rzeczy po prostu trzeba doświadczyć .

Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę ale Alaska jest równa połowie naszego “starego kontynentu”. Mieszka tu tylko 710.000 ludzi z czego 200.000 w jednym mieście. Co ciekawe, na jednego mieszkańca Alaski przypadają 3 niedźwiedzie, więc nie spotkać się z niedźwiedziem oko w oko jest po prostu nie możliwe. Wciąż czekam na okazję... Szkoda, że niedźwiedzie zapadły w sen zimowy.

“Alaska liberalna” to kraina geograficzna, w której wciąż panuje tzw. “wolna amerykanka”. Alaska to stosunkowo młody stan Ameryki o czym świadczy proporcja ludności. 20 % mieszkańców Alaski to rdzenna ludność, co ciekawe w pozostałych Stanach ta liczba wynosi mniej niż 0,1 %. Jak odróżnić pierwotnego mieszkańca Alaski ? A to bardzo prosto. Pierwotny mieszkaniec wygląda super dziwnie. Zwykle ma twarz nieproporcjonalną, mnóstwo kolczyków i tatuaży, często długie włosy. Zwykle zamknięty w sobie z milionem kompleksów i pretensjami do całego świata . Co ciekawe jest to klasa najniższa mimo, że najdłużej zamieszkująca. Chciałbym zaznaczyć, że generalizuję tubylców ale oczywiście zdarzają się też wyjątki.

Jak już wspomniałem Alaska jest bardzo liberalna bardziej nawet jak Texas. Ludzie decydują jakie prawa są w ich mieście przez głosowania, które są w trakcie wyborów do samorządu miasta. Rzeczą bardzo ciekawą jest, że prohibicja, mamy XXI wiek, przetrwała w niektórych miastach! Sprzedaż alkoholu i tytoniu jest zakazana dla wszystkich (w niektórych miastach). Co mają do powiedzenia fanatycy wina? Nic. Muszą się wyprowadzić z miasta aby nie łamać prawa...

Następnym przykładem liberalnej Alaski jest... prawo jazdy. W wieku 14 lat można usiąść za kółkiem dwutonowej ciężarówki! Oczywiście z rodzicem. Ja jakoś nadal nie mogę w to uwierzyć. Natomiast 15-latek może już samodzielnie prowadzić pojazd – tego im zazdroszczę.

Życie rodzinne:   generalnie zasady funkcjonowania w domach rodzinnych są podobne jak w Polsce. Przykłady różnic: w Polsce, gdy kobieta posiada własny samochód i wybiera się wspólnie z mężem do kina czy sklepu zazwyczaj prowadzi mężczyzn. Tutaj kobietom nie przyjdzie do głowy aby mężczyzna prowadził jej samochód. Tak samo jest z nastolatkami, jeśli którykolwiek z rodziców chce jechać z córką lub synem siada obok i jest tylko i wyłącznie pasażerem a nie instruktorem jazdy. W zeszłym tygodniu, w mojej klasie biznesowej był przedstawiciel z sieci handlowej. Zadał pytanie kto jeszcze nigdy nie pracował na kontrakcie, ja byłem jedynym osobą w klasie(15-17-latków), który podniósł rękę. Dowodzę jak szybko nastolatkowie stają się niezależni finansowo i odpowiedzialni za swój styl życia. Rodzice są tylko doradcami w życiu nastolatka, nigdy nie nakazują. To nastolatek dokonuje wyboru i ponosi konsekwencje własnego działania -taaaaka jest ta amerykańska wolność… Tutaj bez znaczenia ile masz lat, jaką masz rangę w życiu społecznym. Wszystkie prawa są takie same i równe dla wszystkich. W domu „wojny, konflikty” pomiędzy domownikami przebiegają jak burzliwe obrady, na zasadzie wymiany argumentów, natomiast w Polsce dyktaturę stosują rodzice, bo wiedzą lepiej i za ich czasów...

Broń

Następną ciekawostką na Alasce jest ilość broni i polowania. Dane statystycznie podają, że na 4 osobową rodzinę przypada 7 sztuk broni. Strzelać może każdy, gdzie i kiedy chce, jedynym ograniczeniem jest pół kilometrowa odległość od drogi. Co ciekawe nawet młodzież sama wychodzi na polowania. Nie jest wielką sztuką zabicie podczas polowania 4 łosi. Zabicie jednego niedźwiedzia przez każdego myśliwego jest normą. Pozwolenie na broń to praktycznie fikcja. Broń leży gdziekolwiek w domu i nikomu nie przeszkadza. Czasami w domu mogę poczuć się jak rambo gdy na stole leży 50 mm desert eagle który jednym strzałem cofnie niedźwiedzia o 5 metrów. Jedynym zakazem   noszenia broni są budynki publiczne takie jak szkoły, szpitale, kina czy urzędy. Nie raz zdarzało się, że uczeń zapomniał wyjąć broń z kieszeni przed wejściem do szkoły i był od razu zawieszony. Tak, uczeń posiadający broń...

Sport

Koniec sezonu, koniec footbalu amerykańskiego… jak już kiedyś napisałem kariera footbolisty chodź krótka była wspaniała. Marzyło nam się zdobycie mistrzostwa Stanu Alaska, lecz niestety przegraliśmy w półfinałach i ostatecznie zajęliśmy 3 miejsce. Jest się z czego cieszyć! Niestety po footbalu nie mogę uprawiać prawie żadnego sportu z powodu zerwania ścięgien w prawej dłoni. W grudniu, 13-go, pamiętna i historyczna data dla Polaka, czeka mnie operacja. Teraz całą swoją energię przelewam na ukochane narty. Ośrodek jest po prostu fantastyczny, trochę się zagalopowałem nie ośrodek lecz trasy zjazdowe (wyciąg krzesełkowy nawet nie posiada barierki zabezpieczającej na kanapie). Na obecną chwilę nasza trasa zjazdowa posiada najwięcej śniegu na świecie! Co ciekawe tutaj ratraki nie pracują tzn. trasa zjazdowa nie jest wyznaczona i ratrakowana. Nie odbierają sobie przyjemności z jazdy na nartach na świeżym śniegu. Przez całe moje życie jeździłem w Europie na ubitym śniegu a teraz jeżdżę na 4 metrowym puchu, fantastyczna zabawa lecz niestety muszę się uczyć jazdy na nartach od nowa.

Nowa rodzina nowe życie

Wspaniale wspominam moją pierwszą host rodzinę bardzo się do nich przywiązałem. Gdy tylko spakowałem swoje manatki wyruszyli do Las Vegas...L. Planują mnie odwiedzić w przyszłym roku w Polsce, poznać nasz kraj, obyczaje, tradycje. Zauroczyłem i zainteresowałem ich Polską i Europą. Ale co było, to było, to już wspomnienia, moja pierwsza host mama jest moim koordynatorem wymiany i będziemy się widywali do końca moich dni w Juneau.

Teraz jestem rozpieszczanym jedynakiem! Co za wspaniałe uczucie jak każdy dogadza i wszystko jest na wyciągnięcie ręki... Moja host mama Candy pracuję dla szkolnego dystryktu, odpowiednik polskiego kuratorium oświaty, a host tata John ma własną firmę budowlaną. John z pochodzenia jest Polakiem, nazywa się Wierzelewski, jego dziadkowie emigrowali do USA, niestety nie zna języka swoich ojców. Myślę, że będę mógł się sprawdzić i pozostawić trochę polskości. Pamiętacie Państwo jak wspomniałem, że Alaskanie kochają zwierzęta? To teraz kocham je razem z nimi. Mieszkam z pięcioma psami: angielskim mastifem 120 kg żywej wagi (wcale nie gruby), dwoma labradorami, kundelkiem i jamikiem, dwoma kotami i trzema ogromnymi (4 x 2 m) akwariami. Zgadnijcie kto przewodzi tej sforze?... Jamnik! Na początku czułem się jak w zoo cały czas coś biega po domu, mruczy, szczeka, rusza się. Akwaria to żywe, podświetlane obrazy! Rodzice wyhodowali rafę koralową ! Szybko przywykłem i teraz jest super. Moja host rodzina jest super wyjątkowa i bardzo religijna. W domu często słuchają religijnych pieśni , puszczanych z głośników. Teraz rozumiem swoich rodziców, z tym wyjątkiem, że ja słuchałem zupełnie innego repertuaru. Candy i John to wspaniali ludzie, którzy wiele robią dla innych. Czy możecie sobie wyobrazić, że mają w planach adoptowanie dziecka z Polski ? Muszą zapłacić 30 tys.$ za adopcję i przejść biurokratyczne sito. Nie wiem nad czym zastanawiają się jeszcze nasi polscy urzędnicy. Dla dziecka z domu dziecka zamieszkanie z Wierzelewskimi to przejście z piekła do raju.   Moi host rodzice udzielają się społecznie. Pracują w więzieniu pomagając skazanym wrócić na właściwą drogę oraz w przedszkolu z dziećmi niepełnosprawnych. Obie te prace są na zasadach wolontariatu. Co za fantastyczni ludzie!!! Tylko na Alasce!!!!

Patriotyzm

Niewątpliwie patriotyzm jest cechą każdego Amerykanina. Flaga amerykańska dumnie powiewa w wielu miejscach publicznych i prywatnych. Symbole narodowe widać na każdy kroku. Gdy była rocznica ataku na World Trade Center każda lekcja była poświęcona tej ogromnej tragedii narodowej. Ogólnie rzecz ujmując Amerykanie są słabi z historii odległej, nie znają jej. Nie analizują tego co było. W życiu codziennym, w mediach, w szkołach skupiają się na współczesności. Uczą praktycznego patriotyzmu i interesują się polityką. Prawie każdy świadomy obywatel zna program wyborczy partii rządzących i pamięta przedwyborcze obietnice Baraca Obamy. Dla porównania kto zna program PO lub PiS w Polsce? Szary polski obywatel nie ma o nich żadnego pojęcia, każde następne wybory to festiwal obietnic z którego nikt nikogo nie rozliczy a w następnej kampanii już nie ma odniesienia do tego co było. Tutaj każdego prezydenta rozliczają !

Święto dziękczynienia

Jest to najważniejsze święto dla każdego Amerykanina. Przypowieść mówi, że głodni Europejczycy umierali z głodu na nowym kontynencie, z pomocą przyszli Indianie, nakarmili i uratowali od śmierci głodowej. (za co w podzięce z nawiązką kilkaset lat później wybili Indian o czym już tradycja oczywiście nie wspomina) Na każdym amerykańskim stole nie może zabraknąć pieczonego indyka i innych dań których niestety nie mogę przetłumaczyć w żaden sposób. Z tego co zaobserwowałem jest to święto obżarstwa i leniuchowania . Wspólne biesiadowanie kończy się siedzeniem przed telewizorem i oglądaniem meczy footbolu amerykańskiego. Tradycje w każdym domu są tak różnorodne jak różnorodne jest społeczeństwo amerykańskie, każdy dom dziękuje za coś innego i w inny sposób, ale łączy ich jedno: pełen brzuch i pieczony indyk na stole oraz wspólna modlitwa przed jedzeniem, która nie wynika z ich religijności lecz z tradycji. Co nas różni? Przed świętem nie ma u nich obłędnego generalnego sprzątania domu. Ogólnie Amerykanie jakoś specjalnie się nie przygotowują do odwiedzin znajomych. Dom nie chodzi na szpilkach ojciec z miotłą a dzieci z mopem. Nikt się nie krępuję gdy goście przychodzą nie panuje żadna etykieta ogólnie nic nie przeszkadza w życiu rodzinnym.

Wymiana biegnie tak szybko, że nie zdaję sobie sprawy. Jestem pewien że Amerykanie zaskoczą mnie jeszcze nie raz i może w końcu zobaczę swojego niedźwiedzia !

Pozdrawiam wszystkich serdecznie

Paweł Kierski

 

Juneau, wrzesień 2011

Witam Was drodzy przyjaciele z KLUBU ROTARY OLSZTYN!

W Juneau jestem już od miesiąca i mogę przekazać pierwsze spostrzeżenia odnośnie kultury Stanów Zjednoczonych, a ściślej mówiąc – Alaski. Przepraszam za nieco chaosu ale chcę opisać kilka wątków.

Na Alaskę doleciałem bez problemów, z dwiema przesiadkami w Amsterdamie i Seattle . Pierwsze co odczułem, to opiekuńczość obsługi lotnisk dla młodzieży. Przed wejściem do samolotu odbyłem 30 minutową rozmowę z pytaniami: gdzie lecę, kto jest moją host rodziną, co o nich wiem ? itp. Następnym spostrzeżeniem był wolontariat seniorów na lotnisku są to bardzo mili ludzie, którzy z uśmiechem na ustach służą pomocą i radą, z chęcią wskażą drogę na właściwy terminal, do właściwej bramki, odpowiedzą na wszystkie pytania.

Moja host rodzina jest przemiła, czasami zadaję sobie pytanie czy to nie ironia?. Mój host-tata John pracuje dla stanu Alaska, host- mama Jill jest lekarzem okulistą a mój host-brat Aleksander jest moim rówieśnikiem, razem jeździmy do szkoły. Ogólnie w Juneau jest 12 wymieńców, jest to standardowa liczba, wymiana nie jest jakimś szczególnym wydarzeniem. Są tu 3 kluby Rotary, w każdym z klubów jest 3 wymieńców. W moim jest: Ilka z Finlandii, Rika z Niemiec i ja Paweł z Polski. Pozostali są z innych programów.

Miasto Juneau ma ok. 30 tysięcy szczęśliwych, uśmiechniętych obywateli, niewątpliwie przypomina mi utopię. Jest to miasto otoczone z 3 stron wysokimi górami. Przestępczość jest prawie zerowa ok. 5%  z powodu dużej wykrywalności i braku bezrobocia.

Ludność jest tu głównie zatrudniona w przemyślę i w usługach. Zarobki wahają się w granicach 6 – 9 tys. USD.  Klimat jest bardzo podobny do południowej Norwegii z wyjątkiem lata, w lato może padać deszcz nawet cały miesiąc z powodu naturalnej bariery gór. I tak było gdy przyleciałem – 4 tygodnie w deszczu. Miasteczko jest perełką turystyczną Alaski. W sezonie letnim jest ok. 40 tys. turystów na raz! Jest to większa liczba, niż liczba mieszkańców. Z powodu braku dróg do miasta turyści i obywatele mogą dotrzeć tylko drogą morską lub lotniczą.

Ludzie mówią o Alasce jak o zimnej krainie z gorącymi sercami jej mieszkańców. Jest to absolutnie prawda!!! Ludzie są bardzo uprzejmi, życzliwi, serdeczni, trzeba naprawdę dużo aby wyprowadzić ich z równowagi i wprowadzić w zły humor. Tutejsi ludzie nie przywiązują totalnie żadnej wagi do ubioru do kościoła, do szkoły i do łóżka w tej samej koszuli i spodniach!

Nie wiem czym jest to spowodowane lecz niewątpliwie Alaskanie to jedni z najbardziej zapracowanych ludzi. Praktycznie każdy nastolatek powyżej 16 roku życia pracuje, oferty pracy przychodzą do szkoły. Młodzież pracuje w soboty lub po szkole. Pracodawcy są bardzo elastyczni dla młodzieży i dla dorosłych, praktycznie nie ma problemu wyjścia z pracy na godzinę odebrać dziecko ze szkoły, wyjść na lunch bądź na spotkanie w klubie Rotary. Nie ważne jest ile pracujesz ważne jest ile zrobiłeś. Dorośli pracują zazwyczaj od godziny 9:00 do 20:00 lub nawet nieco dłużej.

Jedzenie jest po prostu przepyszne! Uwielbiam amerykańską kuchnie! Nigdy nie lubiłem jeść ryb a tutaj jest to największy mój przysmak. Uwielbiam tutejsze ryby!! Jak to powiedział mój host-tata dobra ryba nie śmierdzi jak ryba i nie smakuje jak ryba. Tutejszy łosoś smakuje jak delikatne mięso i po prostu rozpływa się w ustach. Jest niewątpliwie o wiele większy niż łosoś w Polsce. Najmniejszy rozmiar połowu może mieć 0,6 metra długości. Nasze ryby mają się ni-jak do ryb z Alaski ! Do każdego obiadu podają puszkę coli, której wypiłem więcej niż od początku mojego życia w Polsce. Alaska także słynie z niedźwiedzi, lecz niestety jeszcze nie zdołałem ujrzeć swojego pierwszego dzikiego niedźwiedzia. Dwa tygodnie temu wraz z innymi wymieńcami wyruszyliśmy na oglądanie wielorybów było to niesamowite przeżycie, cudowna przyroda. Oprócz wielorybów zobaczyliśmy także orki uszatki i foki.

Szkoła jest poznaniem innego sposobu nauczania, zabiciem czasu oraz spotkaniem z kulturą Alaski. Przedmioty jakie wybrałem to: honorowa algebra, literatura, biznes, w-f, historia Ameryki, amerykański rząd. Już wiem, że niestety nie będę mógł zdawać dyplomu, odpowiednika polskiej matury, czego bardzo żałuję, bo nigdy nie wiadomo co może się przydać i jak potoczą się moje dalsze losy. Do mojej szkoły uczęszcza około tysiąca uczniów. Punktacja i oceny są naprawdę bardzo dziwne, trochę wbrew mojej polskiej logice. Najważniejsze jest, aby uzbierać 21 kredytów, aby je zebrać należy uczęszczać na przedmioty. Za rok nauki każdego przedmiotu otrzymuje się 1 kredyt, co ciekawe – nie ważne czy jesteś w klasie mechanicznej naprawiając samochody czy w klasie muzycznej grając na gitarze czy rozszerzonej literatury – dostajesz tylko 1 kredyt. Reasumując nie ważne jak jesteś dobry z danego przedmiotu, ważne aby uczęszczać na jak najwięcej przedmiotów, za matematykę podstawową czy rozszerzoną dostaniesz tylko 1 kredyt. Między matematyką rozszerzoną i podstawową postawili znak równości czy to ma sens? Zajęcia w szkole trwają różnie, zależnie od uczęszczanych przedmiotów i zaległości jakie mogą uczniowie napotkać. Generalnie zadaniem amerykańskiego nauczyciela jest zachęcić do nauki, zadaniem polskiego nauczyciela jest zachęcenie poprzez zmuszenie do nauki. Po szkole mam trening futbolu amerykańskiego. Trening trwa od godzinny 17.00 do 20.30 i jest codziennie. Sport jest najlepszą drogą do samorealizacji, poznania smaku zwycięstwa i porażki, budowania przyjaźni, nawiązywania kontaktów i do .... sławy. Na międzyszkolne mecze futbolu przychodzi około trzech tysięcy ludzi!! Sport jest o wiele bardziej rozwinięty i doceniany niż w Polsce, wiem coś na ten temat bo przez 5 lat grałem w piłkę ręczną w klubie miejskim. W mojej szkolnej drużynie jest 30 graczy, 5 trenerów, masażysta i fizjoterapeuta. Wszyscy ludzie pracują społecznie, za darmo z ogromnym zrozumieniem i miłością do sportu ! Powinniśmy brać z nich przykład, szczególnie działacze społeczni i nauczyciele. Mecze są ogromnie popularne jest tu prasa, telewizja, dyrekcja, nauczyciele, dosłownie każdy idzie na mecz . W dzień meczu (piątek) zawodnicy mają włożone koszulki meczowe, natomiast nauczyciele i uczniowie mają stroje klubu kibica. Możecie sobie Państwo wyobrazić 3 tysiące ludzi na trybunach, oświetlony stadion, telewizja, błyski fleszy, to jest dopiero atmosfera! Mój debiut odbył się w meczu derbowym. Ostatnie pięć minut do końca meczu, wreszcie dostałem wymarzoną szanse od trenera zagrania w meczu, wchodzę, jest remis, mam pierwszy kontakt z piłką, wykonuję piękny rajd przez całe boisko i zdobywam przyłożenie, najcenniejsze i decydujące punkty w meczu! Dzięki mnie, nieznanemu chłopakowi z Polski, moja drużyna wygrywa mecz derbowy! Moi koledzy z drużyny wbiegają na boisko i krzyczą „ I love Poland”! Było to dosłownie szaleństwo i nieopamiętana radość. To są te chwile dla których warto katować się na treningach. Następnego dnia kolejne wspaniałe uczucie: czytam gazetę i widzę siebie jako bohatera meczu, w obcym kraju, na innym kontynencie, w ciągu niecałych dwóch tygodni poza krajem. Relacja z meczu była również na stronie internetowej Klubu wraz ze zdjęciem i wspaniałymi komentarzami, że „uczeń z Polski w swoim pierwszym meczu futbolu amerykańskiego czuł się jak ryba w wodzie”. Następnego dnia była dyskoteka szkolna i kiedy wszedłem wszyscy zaczęli skandować moje imię. Stałem się naprawdę popularny w szkole. Rada dla innych wymieńców – inwestujcie w swoje pasje, hobby to się naprawdę opłaca!

Jak wspomniałem są tu trzy kluby Rotary. Mój Klub to 50 bardzo miłych, serdecznych ludzi gotowych wspierać mnie we wszystkich poczynaniach. Rotary jest bardzo aktywne w miejscowej społeczności. Na 5 moich weekendów 4 poświęciłem dla Rotary. W pierwszy weekend brałem udział w „adopt highway” czyli darmowe sprzątanie dwóch mil ulic, w następnym urządziliśmy międzynarodowy obiad dla bezdomnych uczniów oraz ich rodziców (ja samodzielnie przygotowałem blok czekoladowy i racuchy) . Następny weekend niestety musiałem opuścić Juneau ponieważ graliśmy mecz w innym mieście. Natomiast w czwarty weekend braliśmy udział w rekrutacji studentów na przyszłoroczną wymianę. Tutaj trudno znaleźć uczniów na wymianę, jeśli zbierze się 10 jest to naprawdę imponujący wynik, zupełnie inaczej nią w Polsce . Spotkania innych klubów Rotary są o godzinie 12:00 w czasie lunchu. Mój klub jest wyjątkowy spotkania są organizowane o godzinie 7:00 więc muszę wstawać rano. Czegoż się nie robi dla Rotary?! Cotygodniowe spotkania klubu wyglądają jak spotkania dobrych znajomych, potężna dawka żartów, przyjaznych słów i gestów.

Reasumując przygodę na wymianie rozpocząłem bardzo pracowicie. Jestem niezwykle zadowolony i nigdy, przenigdy nie zamieniłbym swojego zimnego kącika Alaski na gorącą Kalifornię czy Florydę ! Przyroda jest tu po prostu powalająca, brak zanieczyszczeń a wiewiórki i ptaki pozują do zdjęć jak modelki i modele!

Drodzy przyjaciele dziękuję Wam bardzo za tą wymianę pełną tylko pozytywnych wrażeń ! Nic jeszcze negatywnego się nie przydarzyło i mam nadzieję nie przydarzy.

Dzięki Wam mogę tu być i chłonąć tutejszą kulturę, nie chcę myśleć co będzie za dziesięć miesięcy kiedy przyjdzie czas rozstania !

Pozdrawiam serdecznie

Paweł Kierski